„Odnalazłam spokój i swoje miejsce…”

W tym roku skończę 55 lat, czyli jestem jeszcze dość młoda.

Jak dzisiaj pamiętam mój pierwszy dzień w Zespole Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu. Były to Mikołajki. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, co mnie tu czeka, ale jak mówi znane przysłowie – strach ma wielkie oczy.

Urodziłam się 08.07.1960 r. w Obornikach. Byłam drugim dzieckiem moich rodziców. Całe życie mieszkaliśmy we Wronkach. Mój tata Stefan pracował w fabryce maszyn i urządzeń jako inspektor BHP. Mama Maria była nauczycielką prac technicznych w szkole podstawowej.

Od samego początku Rodzice mieli ze mną problemy. Już w przedszkolu miałam dużo do powiedzenia. Uciekałam z zajęć, nikogo nie słuchałam. Rodzice chcąc mi zapewnić bezpieczeństwo, przestali mnie do niego posyłać.

W szkole podstawowej trochę się uspokoiłam i ten okres wspominam bardzo dobrze. Lubiłam swoją klasę i wychowawczynię, uczyłam się też względnie dobrze. Problem miałam jedynie z matematyką. Wtedy jednak zaczęłam chorować na padaczkę, która utrudniała mi codzienne frakcjonowanie. Choroba uniemożliwiła mi też kontynuację nauki po skończeniu szkoły podstawowej.

Chociaż choroba bardzo mi dokuczała, to właśnie ten czas mojego życia wspominam jako najlepsze lata. Może, dlatego, że miałam bardzo kochających rodziców i dziadków – Maksymiliana i Jadwigę, którzy mieszkali wraz nami.

Niestety – wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Odeszli dziadkowie, a potem zaczęli chorować rodzice. Po ich śmierci zaopiekował się mną brat, jednak opieka nade mną przerosła go. Zresztą nie pomagałam mu w tym. Stan mojego zdrowia, a także sposób mojego zachowania spowodował, że najlepszym rozwiązaniem było umieszczenie mnie w Zespole Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu.

Mieszkam tu prawie 5 lat. Początki były bardzo trudne – nie mogłam się tu odnaleźć, ale myślę, że taka zmiana w życiu jest trudna dla każdego.

Z biegiem czasu wszystko się zmieniło – uspokoiłam się, zmieniłam nastawienie do otoczenia.

Odnalazłam spokój i swoje miejsce.