„Jestem zadowolony i dobrze mi tu…”

Urodziłem się 07.09.1943 roku w Zakowoli. Miałem ośmioro rodzeństwa. Niewiele pamiętam z dzieciństwa, ale wiem, że mama Anna i tata Franciszek pomimo trudnych warunków, jakie panowały w czasie wojny, bardzo o nas dbali.

Do 25 roku życia mieszkałem wraz z rodzicami w Siedlisku. Swoją pierwszą pracę rozpocząłem jako mechanik w Pile, a później przekwalifikowałem się na kierowcę.

Rodzeństwo pozakładało swoje rodziny – mnie nigdy nie starczyło na to czasu. Często wyjeżdżałem w dalekie trasy – pracowałem po 20 godzin w ciągu doby. Z Piły przeniosłem się do Zielonej Góry, a po upływie roku zamieszkali ze mną rodzice.

W 1980 roku wyjechałem z Zielonej Góry i zamieszkałem w Trzciance. Rodzice jednak już ze mną nie wrócili. W Zielonej Górze najpierw zmarła mama, a później tato, pochowani jednak zostali w Siedlisku, w miejscu gdzie spędzili większość swojego życia.

Wszystko może ułożyło by się inaczej gdyby nie fakt, że doznałem wylewu. Mam sparaliżowaną prawą część ciała i poruszam się na wózku. Tak niby zwyczajnie: ja się przewróciłem, a moje życie wywróciło się do góry nogami.

W 2009 roku przyjechałem do Zespołu Domów Pomocy Społecznej prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Nie mam żalu do rodzeństwa za to, że mnie tu umieścili. Są oni u mnie częstymi gośćmi, przywożą upominki – mamy stały, serdeczny kontakt.