„Tu odnalazłem spokój i stabilizację”

Mam na imię Józef, jestem jedynakiem. Rodzice Henryk i Joanna byli zgodnym małżeństwem, kochali mnie, szanowali a ja odwzajemniałem ich miłość.

Matka zmarła, gdy byłem dorastającym chłopakiem i wówczas ojciec zaczął nadużywać alkoholu. Kilka lat później zmarł – zapił się na śmierć. To nie był najlepszy okres w moim życiu, lecz po nim nadeszły lepsze czasy. Wychowywali mnie dziadkowie, którzy dbali o mnie – czułem się przy nich bezpiecznie.

Skończyłem szkołę Oficersko – Zawodową. Następnie odbyłem szkolenie w Oleśnicy. Trafiłem do wojska w Leśnicy. Poznałem swoją sympatię, z którą mam dwoje dzieci. Nasze drogi jednak rozeszły się, czego do dnia dzisiejszego żałuję. Po zakończonej służbie wojskowej wróciłem do dziadków i podjąłem pracę w rolnictwie, pomagałem im – w końcu byłem wdzięczny za opiekę nade mną.

W tym czasie poznałem swoją żonę Krystynę, z którą spędziłem piętnaście lat – dzieci nie mieliśmy. Pracowałem w leśnictwie, betoniarni oraz byłem kierowcą tira i to była moja ostatnia praca. W małżeństwie zaczęło się psuć – w końcu rozwieliśmy się. Zamieszkałem sam w mieszkaniu socjalnym. Nadal pracowałem jako kierowca aż do dnia kiedy podczas jazdy samochodem doszło do awarii koła, które musiałem zmienić. Podczas zmiany koło wystrzeliło i uderzyło mnie w prawą kończynę dolną. Z czasem noga zaczęła bardzo boleć, zrobił się zakrzep. Lekarze stwierdził, że nie ma ratunku. Diagnoza – amputacja nogi. Moje życie legło w gruzach, załamałem się. Nie było dla mnie sensu życia, brakowało bliskich osób i co ważne nie mogłem już pracować zawodowo.

Byłem na zasiłku stałym, czasem brakowało na życie. Opieka społeczna zainteresowała się moim losem i skierowała mnie do Domu Pomocy Społecznej w Wieleniu.

Tu odnalazłem spokój i stabilizację, mam dobrą opiekę medyczną, bytową i socjalną.

Czasem powracają wspomnienia o rodzinie, dzieciach i żal za popełnione błędy młodości, których nie da się naprawić ani zapomnieć.