„Jestem wdzięczna Bogu za to, że czuwa nade mną”

Urodziłam się 14 maja 1941 r. w Wojciszanach – na terenach dawnego ZSRR. Gdy miałam kilkanaście lat, mama odeszła od taty i to na moich barkach spoczął obowiązek opieki nad dwoma braćmi i zajmowania się domem.
Byliśmy odtąd zdani sami na siebie. Bracia jednak zmarli w młodym wieku, a ja wyjechałam do krewnych do Piły, gdzie znalazłam pracę w magazynie odzieżowym i tam przepracowałam ponad 20 lat.
Z mężem Tadeuszem doczekaliśmy się dwóch córek – Basi i Małgosi. Los znów nie był dla mnie łaskawy – w wieku 38 lat zostałam wdową. Mieszkałam ze starszą córką Basią, jej rodziną i pomagałam zajmować się domem. Wtedy nadszedł kolejny cios od życia.
Córka ciężko zachorowała i zmarła. Jak tylko mogłam pomagałam zięciowi w wychowaniu dzieci, ale moje zdrowie już nie było takie, jak kiedyś. Sama potrzebowałam coraz więcej opieki.
Druga córka – mieszkająca na stałe w Londynie, znalazła dla mnie Dom w Wieleniu. Mieszkam tu i mam opiekę, jakiej wymaga stan zdrowia – przez całą dobę. Nie muszę się już o nic martwić, a moja córka Małgosia nie musi się o mnie martwić i przyjeżdża do mnie tak często, jak tylko może.
Jestem wdzięczna Bogu za to, że czuwa nade mną, daje schronienie, opiekę i życzliwych wokół siebie ludzi.