„Wreszcie odnalazłam spokój ducha…”

Pochodzę z Poznania – tam urodziłam i wychowałam się, ułożyłam sobie życie.

Bardzo wcześnie – już w wieku kilku lat – straciłam matkę. Po jej śmierci wszelkie obowiązki związane z wychowaniem moim oraz mojego rodzeństwa wziął na swoje barki nasz tato. Nie było łatwo. Ojciec, chcąc zarobić na nasze utrzymanie, dużo pracował, stąd też nie posiadał dla nas zbyt wiele czasu. Pomimo tego był człowiekiem pogodnym, zawsze uśmiechniętym i chciał dla nas jak najlepiej. Dlatego też, nawet po śmierci mamy, w naszej rodzinie nie zabrakło miłości i ciepłej, rodzinnej atmosfery.

Niestety dobre czasy skończyły się z chwilą, gdy ojciec ponownie się ożenił. Macocha nie akceptowała mnie, siostry i dwojga naszych braci. Od chwili kiedy pojawiła się w naszym życiu, nie wyglądało ono już tak kolorowo.

Dorosłe rodzeństwo szybko założyło własne rodziny i wyprowadziło się z domu rodzinnego. Ja nadal mieszkałam z ojcem i macochą. Sytuacja ta nie trwała jednak długo – po kilku miesiącach ze łzami w oczach wyprowadziłam się do siostry i jej bliskich. Jednak również u niej bywało różnie, z czasem zaczęliśmy sobie przeszkadzać … Chyba po prostu było nas za dużo … Dzięki pracy jaką podjęłam w fabryce kosmetyków Pollena Lechia wkrótce dostałam własne mieszkanie. Miałam nadzieję na poprawę swojej sytuacji, ale niestety tylko przez jakiś czas dane mi było mieszkać „na swoim” …

… Zaczęłam chorować. Dolegliwości kręgosłupa dawały mi się we znaki, szczególnie podczas pracy; czasami ból był tak nieznośny, że … lepiej nie pamiętać. Przepracowałam jednak dwadzieścia trzy lata, później otrzymałam rentę.

Wówczas też, dzięki działaniom podjętym przez siostrę, uzyskałam możliwość zamieszkania w Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Wieleniu.

26 kwietnia minął siódmy rok mojego pobytu w DPS.RM. Tutaj odwiedzają mnie bliscy, korespondujemy i dzwonimy do siebie. Tu zapomniałam o trudach życia i o tym, że młodość i zdrowie dawno gdzieś odeszły – odnalazłam spokój ducha, którego przez całe życie cierpiałam niedostatek.