„Piękny park w zasięgu ręki, spacery latem to sama przyjemność”

Rodzice moi byli rodowitymi Poznaniakami. Uczęszczałem do szkoły podstawowej, ale nie pamiętam do jakiej. Dobrze ją wspominam, mimo bicia rózgą po łapkach. No, ale kto wtedy nie obrywał. Szkoła zawodowa przyuczyła mnie do zawodu maszynisty – mój tato też pracował na kolei.

Jako mały chłopiec często chodziłem z tatą do pracy. Uwielbiałem te duże maszyny, wagony i tę siłę, która wpędzała je w ruch. Tata wszystko mi pokazywał, tłumaczył. Pamiętam, że bardzo to lubił i był chyba dumny ze swojego zawodu. Szkoła zawodowa trwała trzy lata. W czasie jednej z szkolnych zabaw poznałem swoją przyszłą żonę. Wtedy to się ludzie bawili. . . . Orkiestra grała, nogi same do rana nosiły. Oby głośno i skocznie.

W wieku 23 lat podjąłem pracę w Zakładach Naprawy Taboru Kolejowego. Było to moje pierwsze, a zarazem ostatnie miejsce pracy zawodowej. Z moją żoną Marią pobraliśmy się, gdy miałem 23 lata. Ja pracowałem na kolei, a Maria w fabryce u Cegielskiego. Życie toczyło się pomalutku. Dzieci nie mieliśmy. W 1990 roku zmarła moja ukochana Maria. Pochowana została na Junikowie. Zostałem sam. Jak to jest, gdy człowiek zostaje sam? Pustka, żal, ból nie do opisania. Mówią, że z czasem ból staje się mniejszy, ale tak nie jest.

Mieszkałem sam, jakoś sobie radziłem. W lipcu 2006 roku zachorowałem i trafiłem do szpitala. Ponieważ po wyjściu ze szpitala z powodu kłopotów zdrowotnych nie radziłem sobie z codziennymi czynnościami, postanowiłem zamieszkać w Domu Pomocy Społecznej w Wieleniu.

Jestem tu już kilka lat. Na początku było mi ciężko, bo inne środowisko, inni ludzie. Ale szybko się przyzwyczaiłem. Opieka jest tu bardzo dobra, panie i Siostry na oddziale wspaniałe, zawsze chętne do pomocy. Siostra lekarz dobre słowo zawsze ma. Z każdym problemem, tak zdrowotnym, jak i każdym innym śmiało można się zwracać o pomoc do Siostry Dyrektor Ewy Pollus i Zastępcy Siostry Barbary Borowiak, a także do pracowników socjalnych. Wszystko jest na miejscu. Piękny park w zasięgu ręki, spacery latem to sama przyjemność.

No i co ja tu jeszcze mogę rzec.. Carpe Diem.