„Ten Dom stał się moim Domem”

Od momentu mojego przybycia do domu w Wieleniu minęło już 9 lat. Czas szybko przemija, a razem z nim nasze życie.

Urodziłam się w Lipie i tam mieszkałam przez długi czas. W wieku 19 lat zaczęłam pracować w Orłowie, w niemieckim majątku. Zajmowałam się ogrodnictwem. Po wybuchu II wojny światowej całą rodziną uciekaliśmy do Kutna. Jednak nie zabawiliśmy tam długo, zabrał nas gospodarz, u którego pracowałam przed wojną. Po 1941 r chcieli nas wywieźć do Rosji, ale i tym razem nam się udało. Wywieziono nas do pracy przymusowej do Niemiec. Jan Schmerz wybrał naszą rodzinę do pracy na roli, za co dostawaliśmy parę groszy i kartki żywnościowe.

Pracowaliśmy tam do 1946 roku. 11 lat później wyszłam za mąż. Mój mąż był dobrym człowiekiem, prawdziwa złota rączka. Niestety w 1970 roku zmarł. Bardzo to przeżyłam, było mi trudno. Sprzedałam majątek po mężu i zaczęłam życie na nowo.

W 1972 roku kolejny raz wyszłam za mąż, niestety tym razem trafiłam gorzej ze swoim wyborem. Wyszłam za pijaka i tyrana, byliśmy małżeństwem 2 lata. Umarł, a ja znowu zostałam sama. Całe gospodarstwo na moich barkach. Tak mijały lata. Dzieci się usamodzielniły, założyły własne rodziny. Jedna z córek wraz z mężem zamieszkała razem ze mną. Zięć okazał się strasznym człowiekiem, był okrutny. Sytuacje do jakich dochodziło w Domu, nerwy, stres i strach o życie prawdopodobnie przyczyniły się do mojej choroby. Będąc w szpitalu wskutek zawału serca zdecydowałam się nie wracać już do domu. Poprosiłam personel szpitala by pomogli mi załatwić formalności związane z umieszczeniem w Domu Pomocy Społecznej. Na domiar złego w szpitalu dostałam udaru, a tym samym paraliżu lewostronnego. To utwierdziło mnie w mojej decyzji o zamieszkaniu w DPS. W Wieleniu jestem już 9 lat, wiem, że dobrze zrobiłam, nie oglądam się za siebie. Ten Dom stał się moim Domem, w którym znalazłam spokój i ukojenie.