„Mam dopiero 49 lat, jednak wiele już przeżyłem”

Urodziłem się w Dobrzanach koło Stargardu Szczecińskiego jako ósme z dziewięciorga dzieci Anny i Bronisława. Dzieciństwo miałem spokojne, byłem zdrowy, lubiłem grać z kolegami w karty. Z myślą o zdobyciu zawodu ukończyłem Ochotniczy Hufiec Pracy o profilu budowlanym. Później przyszedł czas na wojsko, skorzystałem tam z możliwości zdobycia kolejnego zawodu, którym był monter nawierzchni kolejowej i sieci trakcyjnej.

Po wojsku znalazłem zatrudnienie w grupie remontowo budowlanej, a później na kolei jako pomiarowy.

Ożeniłem się w wieku 25 lat. Zostałem ojcem dwóch synów. Życie toczyło się swoim rytmem aż do roku 1990, kiedy to cały mój „świat wywrócił się do góry nogami”. To właśnie w tym roku nagle straciłem wzrok. Po licznych badaniach lekarskich okazało się, że mam guza mózgu. Byłem operowany lecz wzrok już nie powrócił. Z chwilą powstania inwalidztwa żona pozostawiła mnie bez opieki, zażądała separacji. Zamieszkałem u mamy, która sama wymagała pomocy. W 1995 roku Sąd orzekł rozwód i tym samym zakończył się kolejny okres w moim życiu. Nie chcąc być ciężarem dla nikogo postanowiłem zamieszkać w Domu Pomocy Społecznej.

Do tutejszego Domu w Wieleniu przybyłem 12 września 1996 roku. Cały czas utrzymuję kontakt z moimi dwiema siostrami, oraz sporadyczny kontakt listowny z synami. I choć w 2007r przeszedłem kolejną operację, nadal żyję i czuję się dobrze w tym Domu. Nigdy nie żałowałem podjętej decyzji, mam troskliwą opiekę, pomoc gdy jej potrzebuję. Po wielu ciężkich przeżyciach, jakie mnie spotkały odnalazłem spokój w Domu prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi.