„Zawsze mogę liczyć na dobre słowo i modlitwę”

Urodziłem się 26.11.1931 roku w Krośniewicach powiat Kutno. W domu było nas dwoje – ja i mój młodszy brat Leszek. Tata pracował na kolei jako dyżurny ruchu a następnie jako zawiadowca stacji. Mama nie pracowała, zajmowała się domem. Kiedy wybuchła wojna przenieśliśmy się do Zieleńca do Pana doktora Kafcińskiego. Doktora znaliśmy od dawna, ponieważ prowadził swoją praktykę w naszej miejscowości i leczył całą naszą rodzinę. Tata pracował u niego jako ogrodnik. Było tak 6 hektarów lasu i 6 hektarów ogrodu. W Zieleńcu spędziliśmy całą wojnę.

Po zakończeniu działań wojennych przenieśliśmy się do miejscowości Hektary oddalonej 2 km od Zieleńca i zamieszkaliśmy u starego kolejarza Koperkiewicza. Tato dalej pracował u doktora Kafcińskiego.

Uczęszczałem do gimnazjum handlowego w Kutnie na ulicy Lelewela. Po ukończeniu szkoły podjąłem pracę na kolei na stanowisku rewizora. W 1972 roku poszedłem do wojska do Żar koło Żagania – jednostka 2507. Przez dwa lata odbywałem służbę wojskową w jednostce artyleryjskiej. Po skończeniu służby wróciłem do domu i pracowałem na kolei na tym samym stanowisku. Bardzo lubiłem swoją pracę. Spotykałem wielu ciekawych ludzi. Praca bardzo ciekawa.

W 1959 roku poznałem swoją żonę Zdzisławę. 29 czerwca 1960 roku wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy w Kleczewie, powiat Konin. Zona pracowała w handlu. Żyło nam się dobrze jednak z powodu problemów zdrowotnych podjęliśmy decyzję o rozstaniu. W 1965 roku rozwiedliśmy się nigdy ponownie nie związałem się z żadną kobietą. Przeprowadziłem się do Gdyni i podjąłem pracę w stoczni jako monter. Pracowałem tam 2,5 roku i wróciłem do Kleczewa.

W 1967 roku otrzymałem rentę z powodu choroby – stwardnienie rozsiane. Z tą chwilą przestałem pracować zawodowo. Postępująca choroba i brak osoby, która mogłaby mi pomagać w codziennym funkcjonowaniu spowodowała, że postanowiłem zamieszkać w Domu Pomocy Społecznej.

We wrześniu 1980 roku przyjechałem do Domu Pomocy Społecznej dla dorosłych „Caritas” – obecnie jest to Dom prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi.

Czuję się tu bardzo dobrze. Opiekę mam nadal. Dostaję tutaj dużo ciepła i troski ze strony personelu i sióstr. Zawsze mogę liczyć na dobre słowo i modlitwę. Jestem tu już 32 lata i Bogu dziękuję, że trafiłem do tego Domu, gdzie człowiek jego troski i choroby są ważne.