„Uczę się kompromisów”

  Urodziłem się w Międzyrzeczu, a dzieciństwo spędziłem w Trzcielu. Byłem jedynakiem, a ponieważ matka zmarła jak miałem dwa latka wychowywali mnie dziadkowie. Ojciec ożenił się ponownie i miałem później przybrane rodzeństwo – 4 braci i 3 siostry.
  Z biegiem czasu nasze drogi się rozeszły. Ukończyłem szkołę zawodową – zdobyłem zawód stolarza, a później przez dwa lata uczęszczałem do technikum. Po jego ukończeniu zostałem powołany do wojska w Kożuchowie, gdzie spędziłem 2 i pół roku.
  Po wojsku podjąłem pracę w fabryce mebli, w Swarzędzu. Tam poznałem moją żonę, mieliśmy dwóch synów. . . Niestety nasze drogi po pewnym czasie się rozeszły i każdy poszedł w swoją stronę. Synowie założyli swoje rodziny . . .
  Z biegiem lat zacząłem chorować, w wyniku czego amputowano mi prawą nogę i przestałem sobie radzić. Skazany na wózek inwalidzki, stałem się zależny od innych i bywało trudno. Otrzymałem znaczny stopień niepełnosprawności.
  Trafiłem do domu pomocy społecznej w Chumiętkach, niestety nie zagrzałem tam miejsca – mam trudny charakter. Przed pięcioma laty przyjechałem do Wielenia. Uczę się kompromisów. . .
  Mam pokój jednoosobowy, jestem w stałym kontakcie ze swoimi synami i znajomymi.
  Pobyt w tutejszym domu jest jak najbardziej trafiony, jest czyściutko, spokojnie, mamy pyszne posiłki, a widoki wokół naszego Domu zapierają dech w piersiach.
  Wyjeżdżam do miasta po drobne zakupy, lub też nad rzekę Noteć, aby spotkać się ze znajomymi i czasem pomyśleć nad sensem naszego istnienia.