„Wiele przeszłam, wiele widziałam i wiele wycierpiałam …”

  Urodziłam się w 1934 r. przed wybuchem II wojny światowej na terenie Francji. Moi rodzice pochodzili z Polski. Mając 39 lat wyemigrowali do Północnej Francji z powodu wielkiego bezrobocia, jakie wówczas panowało.
  10 kwietnia 1940 roku władze francuskie ogłosiły rozpoczęcie II wojny światowej. Kto może niech ucieka – tylko dokąd? Przed siebie. Piesi jedną trasą, a ci, którzy posiadali pojazdy konne – drugą trasą. No i tak rozpoczęliśmy wędrowną ewakuację z Północnej Francji na Południe, pod granice Hiszpanii. Nasza tułaczka trwała 2 miesiące (około 1200 km) i nie było wiadomo, dokąd.
  Pewnego pogodnego ranka 1940 roku z nieba zaczął padać deszcz – deszcz pełen bomb – zaczęło się ostrzeliwanie przez niemieckie meserszmity. To był horror. Na drodze leżało pełno trupów ludzi, zwierząt, a iść trzeba było dalej i dalej… W niektórych wsiach mieliśmy noclegi – spaliśmy w stodołach na sianie, a z rana rozpoczynały się dalsze wędrówki. Byliśmy już osłabieni, zmęczeni, wielu ludzi wykończyła choroba.
  Wreszcie nadszedł kres tułaczki. Dotarliśmy pod hiszpańską granicę i tu władze francuskie rozlokowały nas całymi rodzinami w mieszkaniach – ale tylko na jakiś czas. Ten czas trwał pół roku.
  W 1941 roku w lipcu ogłoszono rozkaz zbiórki na dworcu kolejowym, kazali wsiadać do wagonów – jechaliśmy nie wiadomo, dokąd. Po dwóch dniach dotarliśmy na miejsce. Zakwaterowano nas w obozach niemieckich – w jednym 6 miesięcy i w drugim 6 miesięcy – trwało to aż do czerwca 1942 r. Po jakimś czasie nastąpiło wyzwolenie z tych nieszczęsnych obozów i powrót do poprzedniego miejsca zamieszkania czyli Północnej Francji.
  W wieku 13 lat wraz z rodzicami powróciłam do Polski. Osiedliliśmy się w miejscowości Kuźnica Czarnkowska. Tam skończyłam szkołę podstawową i średnią. Od stycznia 1952 roku podjęłam pracę w administracji terenowej. Niestety nie było mi pisane być żoną i matką. W całości oddałam się pracy oraz opiece nad moją kochaną mamą do ostatnich chwil jej życia.
  Czas biegnie nieubłagalnie szybko, ani się człowiek nie obejrzy, aż samego go dopada starość. Dziś jestem Mieszkanką Zespołu Domów Pomocy Społecznej. Wiele przeszłam, wiele widziałam i wiele wycierpiałam …
  Cieszę się, że mam ciepły kąt i dach nad głową oraz życzliwych ludzi wokół siebie.
  Dziękuję …