„Tęsknota za bliskimi”

  Urodziłam się w latach dwudziestych i pochodzę z rodziny robotniczej. Było nas troje – dwóch braci i ja. Po wojnie uczęszczałam do szkoły podstawowej dla dorosłych. No i właściwie to byłoby na tyle – moja edukacja dobiegła końca. Podjęłam pracę w Poznaniu, w drukarni, jako pomocnik introligatora. Reszta mojej rodziny również osiedliła się w Poznaniu i każdy z nas tam znalazł swoje miejsce.
  W wieku 21 lat wyszłam za mąż – urodziłam syna, który po 3 miesiącach zmarł. W tych latach medycyna nie była tak rozwinięta, jak dzisiaj i na skutek różnych chorób ludzie umierali. Pomimo bólu po stracie dziecka życie toczy się dalej. Musiałam się z tym pogodzić i stawić czoła rzeczywistości.
  Po dwóch latach przyszedł na świat mój drugi syn – Marek, który dzisiaj ma 62 lata (jak ten czas szybko leci…). Niestety życie go nie oszczędza i do dzisiaj boryka się z poważnymi chorobami – ale to już inna historia.
  Na czym to skończyłyśmy… Już wiem – mój kochany Poznań. Żyło nam się tam dobrze. Ja pracowałam w sklepie „Społem”, a mąż w „Przedsiębiorstwie Remontowo – Montażowym” – na stanowisku kierowniczym. Ach, jak ten czas ucieka … Mówią, że cudze dzieci rosną szybko, ale swoje niestety też. Syn Marek wyrósł na wspaniałego człowieka i założył swoją rodzinę. Pozostaliśmy sami. W wieku 61 lat zmarł niestety mój ukochany mąż, a ja zostałam zupełnie sama, z nienajlepszym zdrowiem i bez niczyjej pomocy.
  Mówią, że starych drzew się nie przesadza, ale życie pisze różne scenariusze. W marcu 2017 roku trafiłam do Zespołu Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu. Dzisiaj, z perspektywy czasu uważam, że podjęłam słuszną decyzję. Jest mi tutaj dobrze, tutaj chcę spędzić ostatnie dni mojego życia.
  Tylko ta tęsknota za bliskimi…