„Mimo przeciwności losu czuję się naprawdę szczęśliwa”

“Kimkolwiek jesteś, jesteś kochany – nie zapomnij, że każde życie nawet bezsensowne w oczach ludzi, ma wieczną i nieskończoną wartość w oczach Boga”. (Jan Paweł II)

Mam na imię Bożena. Ze względu na swoją niepełnosprawność nie potrafię pisać, dlatego krótką historię mojego życia zredaguje pracownik Domu.

Z opowieści mamy pamiętam, że zaraz po urodzeniu – jako niemowlę – byłam zupełnie zdrowym dzieckiem. Jednak rozwijałam się prawidłowo tylko do 8 miesiąca życia – do czasu kiedy zachorowałam. Choroba zmieniła mnie już na zawsze.

Byłam najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Moje rodzeństwo to dwie starsze siostry. Ojciec pracował na kolei, a matka była gospodynią domową. Dbała o nas i o dom, miała mnóstwo zajęć i pracy. Czasem chyba aż za wiele … Dlatego w marcu 1983 roku zamieszkałam w Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Maryi w Wieleniu. Dzisiaj mam 44 lata. Moja mama już nie żyje, ale siostry i tato – chociaż schorowany – odwiedzają mnie tak często, jak tylko mogą.

Tutaj niczego mi nie brakuje. Lubię pracować i pomagać innym, dlatego nigdy nie siedzę bezczynnie. Tu mam przyjaciół, na których w każdej chwili mogę liczyć.

W tym roku spotykały mnie dwie miłe niespodzianki. W maju Siostra Edyta zabrała mnie na wakacje do swojego rodzinnego Domu, do Koszalina. Często jeździłyśmy nad morze do Mielna, spacerowałyśmy po plaży, zwiedzałyśmy miasto i jego okolice. Były to najpiękniejsze wakacje w moim życiu. Jestem bardzo wdzięczna Siostrze Edycie, że sprawiła mi taką radość.

Jak się później okazało nie był to koniec niespodzianek, które na mnie czekały. We wrześniu pojechałam z grupą koleżanek z naszego Domu na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny do Kołobrzegu – było cudownie, niezapomniane przeżycia i piękne wspomnienia.

I mimo choroby, niepełnosprawności i innych przeciwności losu czuję się naprawdę szczęśliwa.