„Tu znalazłam dom, oparcie, miłość ze strony Sióstr jak i personelu całego Domu”

Mam dopiero 45 lat. Całe życie jeszcze przede mną. Większość czasu tułałam się po różnych ośrodkach, ale zacznijmy wszystko od początku.

Urodziłam się 26.05.1968 r. w Warszawie. Po dwóch latach przenieśliśmy się do Salec. W międzyczasie urodziła się moja siostra Grażyna i brat Andrzej.

Jako małe dziecko byłam bardzo zżyta z rodzeństwem i tatą. Bardzo dobrze wspominam ten okres. Z mamą nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Wolała pić niż się nami zajmować. Doszło do tego, że zostały odebrane jej prawa rodzicielskie. Cały ciężar opieki spadł na naszego ojca. Starał się jak mógł, jednak nie podołał obowiązkom, które na niego spadły.

W wieku 6 lat zostałam umieszczona w Domu Dziecka w Świdrze, a rodzeństwo w innej placówce. Tak zaczęła się moja tułaczka po różnych ośrodkach.

W 1979 roku zostałam przeniesiona do Leszna. Mama bardzo rzadko mnie tam odwiedzała i kontakt z nią szybko się urwał. Ostatni list od niej otrzymałam z informacją o śmierci mojego ukochanego taty, który zmarł na raka wątroby. Uczęszczałam wtedy do szóstej klasy szkoły podstawowej.

W 1987 roku zostałam przeniesiona do Kostowca. Tam spędziłam trzy lata ucząc się zawodu krawcowej. Po jej ukończeniu zamieszkałam w Wieleniu. Miałam wtedy niespełna 19 lat.

Jestem tutaj już 26 lat. Tu znalazłam dom, oparcie, miłość ze strony Sióstr jak i personelu całego Domu. Co będzie dalej, co przyniesie los? Tego nikt nie wie. Kolejne lata mojego życia napiszą scenariusz na dalsze wspomnienia.